Europejskie ligi odznaczają się emocjonującym przebiegiem całego sezonu, jednak już po połowie 09/10 zarysowały się tzw. "czerwone latarnie" lig. Pseudonim ten nadaje się drużynie, która jest dostarczycielem punktów - prezentuje wyraźnie niższy poziom piłki od reszty klubów i przegrywa praktycznie każdy mecz. Idealnym przykładem takiego klubu jest niemiecka Hertha Berlin, która jeszcze nie tak dawno występowała w europejskich pucharach.
Ekipa z Berlina po 18 kolejkach Bundesligi posiada na swoim koncie dopiero 9 punktów - tylko dwie wygrane i trzy remisy, przy trzynastu porażkach. Średnio pół punktu na mecz... Bilans fatalny, jednak ostatnie zwycięstwo 0:3 z Hannoverem 96 może okazać się kluczem do odzyskania formy. Wydaje się, że zima mocno przewietrzyła mózgi zawodników związanych z Herthą i rozpocznie się ciężki bój o pozostanie w lidze. Ciężko jest sobie wyobrazić, by tak znany klub, który w dorobku ma m.in. dwa tytuły mistrza Niemiec mógłby spaść do 2 Bundesligi.
Kolejnym przedstawicielem takich klubów jest hiszpańskie Xerez CD. W 17 kolejkach zespół wygrał zaledwie raz i to nie z byle kim, bo z ekipą Żółtej Łodzi Podwodnej - Villareal CF (2:1). Siedem punktów zdobytych daje około 0,41 bramki na mecz - bilans jeszcze gorszy niż Hertha. Xerez jako beniaminek był skazywany do spadku, jednak nikt nie spodziewał się, że w takim stylu.
W Anglii Portsmouth po siedmiu meczach nie miało punktów. Ekipa z ciekawymi nazwiskami nie potrafiła wygrać z Fulham, czy Birmingham. Ostatnio forma zespołu się nieco poprawiła - tracą już tylko 5 punktów do miejsca nad strefą spadkową i ostatnie wyniki pokazują, że walka będzie trwała do ostatniej kolejki, a gracze są zdeterminowani. Szczególnie zwycięstwo 2:0 nad Liverpoolem podbudowało morale zespołu. Średnio 0,70 punktu na mecz.
W angielskiej League Two Darlington rozegrało 21 spotkań i zdobyło tylko 8 oczek. Co ciekawe, na wyjeździe tylko 1 punkt w 11 spotkaniach - 1 remis i 10 porażek - bilans katastrofalny. Zespół zdobył 10 bramek, przy okazji tracąc 45.
Duńska pierwsza liga niesie aż dwóch dostarczycieli punktów: Randers FC i HB Koge. Oba zespoły mają podobne bilanse meczy: 1 zwycięstwo, 5 remisów i 12 porażek - całe 8 punktów w 18 spotkaniach, co daje średnio 0,44 punktu na mecz. Odpowiednio bilanse bramek to -20 i -26. Z ligi spadają dwa zespoły - raczej wszystko jest już przesądzone.
We francuskiej Ligue 1 Grenoble zgromadziło dotychczas tylko 7 punktów. Po 20 kolejkach ekipa ta zgromadziła punkty tylko w 5 meczach. 1 zwycięstwo, 4 remisy i 15 porażek i 11:35 w bramkach. Jeden z gorszych bilansów punktów na mecz: 0,35.
Niewątpliwie najgorszą ekipą w czołowych ligach Europy jest grecki Panthrakikos, który w 17 spotkaniach tylko dwukrotnie remisował i aż 15 razy przegrał. 9 goli strzelonych pokazuje, że ten zespół nie nadaje się do gry w greckiej Super Lidze. Punkty na mecz: 0,12.
W Turcji Denizlispor po 17 kolejkach ma 7 punktów - prawie połowa z nich to zasługa przyznanego walkowera z Ankarasporem, którzy oficjalnie wystartował w rozgrywkach, ale wszystkie mecze mają ustalony walkower 3:0. Denizlispor w rozegranych 16 meczach zdobył 4 punkty - średnio 0,25 punktu na mecz.
Podając wiele przykładów pominąłem straty do liderów danych lig. I tu liczby sięgają we wielu przypadkach aż 40 punktów.
niedziela, 17 stycznia 2010
sobota, 9 stycznia 2010
Beniaminek Premiership ma szanse na puchary!
Rok temu po pierwszych kilku kolejkach realne szanse na puchary miała ekipa Hull City. Drużyna Tygrysów spuchła jednak po około połowie sezonu i ostatecznie z ogromnym szczęściem utrzymała się w Premiership na następny sezon. W aktualnych rozgrywkach na miano najlepszego beniaminka zasługuje niewątpliwie Birmingham City, które przed sezonem było jednym z głównych kandydatów do spadku. Zawodnicy z St Andrew's Stadium sezon 09/10 rozpoczęli od porażki z Manchesterem United, ale w tym meczu napsuli wiele krwi Czerwonym Diabłom. Jedyną bramkę spotkania zdobył Wayne Rooney. W kolejnych pojedynkach gorsze przeplatały się z lepszymi, dopóki nie nadszedł 24 październik i spotkanie z Sunderlandem u siebie. Blues - bo taki przydomek nosi drużyna z Birmingham, zwyciężyli w ważnym spotkaniu z sąsiadem z tabeli - Sunderlandem 2:1. Był to przełom w grze - po czterech porażkach z rzędu (Sunderland, Bolton, Burnley, Arsenal) przyszło arcyważne zwycięstwo. Nikt się jednak nie spodziewał, że będzie to początek imponującej passy 12 meczy bez porażki. Blues są aktualnie niepokonani od prawie trzech miesięcy - co beniaminkom w Anglii z reguły się nie zdarza. W czasie tej fantastycznej serii Birmingham zatrzymało m.in. Liverpool (2:2) i Manchester City (0:0), a także Chelsea (0:0) i Manchester United (1:1). Praktycznie każda drużyna w lidze już przekonała się o ich sile - remisując, bądź przegrywając. W 12 spotkaniach Birmingham zdobyło 24 punkty: 6 zwycięstw i 6 remisów.
W tej chwili zespół zajmuje 8 miejsce w tabeli z dorobkiem 33 punktów i dodatnim bilansem bramkowym (21-19). Na koncie po 21 kolejkach jest 9 zwycięstw, 6 remisów i 6 porażek.
Najlepszymi strzelcami zespołu są Lee Bowyer (niegdyś znany z występów m.in. dla Leeds United, West Ham United, czy Newcastle United) oraz Cameron Jerome, który ma tyle samo bramek (5). Ważnym ogniwem siły ofensywnej Birmingham jest również Sebastian Larsson - szwed, sprowadzony z Arsenalu jest w tym sezonie jednym z ważniejszych graczy na boisku - gra bez niego jest bardzo ciężka, to on kreuje wszystkie akcje w środku pola. Strzelił dotychczas 4 bramki, jednak w większości akcji miał swój udział. Oprócz doświadczonych graczy na pokładzie są również ciekawe, młode osobistości. Jedną z najbardziej wyróżniających się jest James O'Shea, który ma dopiero 21 lat i jest najmłodszym graczem kadry pierwszego zespołu. Nie jest jeszcze na tyle doświadczony, by grać regularnie, ale powoli będzie wdrażany do składu - otrzymał już szansę gry z Manchesterem United (9 minut).
Trenerem zespołu jest znany na wyspach Alex McLeish. W karierze piłkarskiej rozegrał 77 spotkań w drużynie narodowej Szkocji oraz około 500 meczy w klubach (ponad 490 w Aberdeen). W 1994 rozpoczął karierę trenerską w Motherwell, później jego osoba przetoczyła się przez Hibernian i Rangers, by ostatecznie zostać w 2007 roku trenerem reprezentacji Szkocji. W 2008 został zakontraktowany w Birmingham, z którym awansował do Premiership (z 2 miejsca w Championship). Kibice Blues okrzyknęli go bohaterem klubu.
Jeśli forma drużyny się utrzyma, Birmingham ma spore szanse na występ w pucharach. Może Liga Mistrzów to jeszcze za dużo, ale bardzo realnie wygląda sprawa Ligi Europejskiej. Do miejsca premiowanego grę w kwalifikacjach LE Birmingham potrzebuje jeszcze dwóch punktów - o tą pozycję walczy z takimi drużynami jak Tottenham, Manchester City, Liverpool i Aston Villa. Tylko nasuwa się pytanie - czy wystarczy sił? Czy przygotowanie do sezonu jest na tyle dobre, by kondycyjnie wytrzymać do końca sezonu? Od lutego w tygodniu drużyny z Anglii będą miały do rozegrania po 2-3 mecze w tygodniu, ze względu na przeniesione spotkania ligowe, które nie mogły być rozegrane z powodu opadów śniegu. Zima zaatakowała wyspy na dobre - większość spotkań jest odwołana, ale... Birmingham swój stadion zdąża przygotować na każdy mecz i póki co nie ma żadnych przeniesionych meczy u siebie. Przy natężeniu spotkań innych drużyn Birmingham powinno spokojnie kończyć sezon bez nadmiaru obciążeń, a więc szanse na puchary są spore...
Poniżej przedstawiamy jedno z ostatnich spotkań Birmingham, w którym niespodziewanie zremisowali na Anfield Road 2:2.
Liverpool 2:2 Birmingham City (bramki)
W tej chwili zespół zajmuje 8 miejsce w tabeli z dorobkiem 33 punktów i dodatnim bilansem bramkowym (21-19). Na koncie po 21 kolejkach jest 9 zwycięstw, 6 remisów i 6 porażek.
Najlepszymi strzelcami zespołu są Lee Bowyer (niegdyś znany z występów m.in. dla Leeds United, West Ham United, czy Newcastle United) oraz Cameron Jerome, który ma tyle samo bramek (5). Ważnym ogniwem siły ofensywnej Birmingham jest również Sebastian Larsson - szwed, sprowadzony z Arsenalu jest w tym sezonie jednym z ważniejszych graczy na boisku - gra bez niego jest bardzo ciężka, to on kreuje wszystkie akcje w środku pola. Strzelił dotychczas 4 bramki, jednak w większości akcji miał swój udział. Oprócz doświadczonych graczy na pokładzie są również ciekawe, młode osobistości. Jedną z najbardziej wyróżniających się jest James O'Shea, który ma dopiero 21 lat i jest najmłodszym graczem kadry pierwszego zespołu. Nie jest jeszcze na tyle doświadczony, by grać regularnie, ale powoli będzie wdrażany do składu - otrzymał już szansę gry z Manchesterem United (9 minut).
Trenerem zespołu jest znany na wyspach Alex McLeish. W karierze piłkarskiej rozegrał 77 spotkań w drużynie narodowej Szkocji oraz około 500 meczy w klubach (ponad 490 w Aberdeen). W 1994 rozpoczął karierę trenerską w Motherwell, później jego osoba przetoczyła się przez Hibernian i Rangers, by ostatecznie zostać w 2007 roku trenerem reprezentacji Szkocji. W 2008 został zakontraktowany w Birmingham, z którym awansował do Premiership (z 2 miejsca w Championship). Kibice Blues okrzyknęli go bohaterem klubu.
Jeśli forma drużyny się utrzyma, Birmingham ma spore szanse na występ w pucharach. Może Liga Mistrzów to jeszcze za dużo, ale bardzo realnie wygląda sprawa Ligi Europejskiej. Do miejsca premiowanego grę w kwalifikacjach LE Birmingham potrzebuje jeszcze dwóch punktów - o tą pozycję walczy z takimi drużynami jak Tottenham, Manchester City, Liverpool i Aston Villa. Tylko nasuwa się pytanie - czy wystarczy sił? Czy przygotowanie do sezonu jest na tyle dobre, by kondycyjnie wytrzymać do końca sezonu? Od lutego w tygodniu drużyny z Anglii będą miały do rozegrania po 2-3 mecze w tygodniu, ze względu na przeniesione spotkania ligowe, które nie mogły być rozegrane z powodu opadów śniegu. Zima zaatakowała wyspy na dobre - większość spotkań jest odwołana, ale... Birmingham swój stadion zdąża przygotować na każdy mecz i póki co nie ma żadnych przeniesionych meczy u siebie. Przy natężeniu spotkań innych drużyn Birmingham powinno spokojnie kończyć sezon bez nadmiaru obciążeń, a więc szanse na puchary są spore...
Poniżej przedstawiamy jedno z ostatnich spotkań Birmingham, w którym niespodziewanie zremisowali na Anfield Road 2:2.
Liverpool 2:2 Birmingham City (bramki)
Etykiety:
anglia,
birmingham,
blues,
city,
europejskie,
le,
liga,
lm,
nożna,
piłka,
premiership,
puchar,
puchary,
sport
piątek, 8 stycznia 2010
Haniebna seria New Jersey Nets!
W każdym sporcie, w każdej lidze, w każdym sezonie jest drużyna, którą opiewa pseudonim "dostarczyciela punktów". W aktualnym sezonie NBA miano to przypadło drużynie New Jersey Nets. W meczach przedsezonowych Nets spotykali się dwukrotnie z Bostonem Celtics, dwukrotnie z New York Knicks, a także raz z Philadelphią 76ers. Oba dwumecze z Celtami i Knicks przegrali, mimo, że różnica w wyniku równała się kilku punktom. Piąte i ostatnie przedsezonowe spotkanie z 76ers ułożyło się po myśli gospodarzy meczu - Nets, którzy pewnie wygrali 110:88. Skuteczność pod koszem i duża ilość rzuconych punktów zwiastowały przebudzenie. Nic bardziej mylnego - Nets w 18 spotkaniach ligi NBA nie potrafili odnieść zwycięstwa. Co więcej, wszystkie mecze przegrywali raczej gładko - w żadnym spotkaniu nie było dogrywki. Nadszedł 5 grudnia, kibice zgromadzeni na hali Nets spodziewali się drugiej w tym sezonie porażki z Charlotte Bobcats - w pierwszym spotkaniu tych drużyn Bobcats zwyciężyli 79:68. Nikt się nie spodziewał, że Nets w końcu przerwą serię porażek - chociaż zwycięstwo w końcu nadejść musiało. Przewaga sześciu punktów w meczu pozwoliła zakończyć niechlubną serię porażek i ludzie związani z klubem mogli świętować pierwsze punkty w tabeli. To miał być przełom... Po wpadce następnego dnia z NY Knicks przyszło drugie zwycięstwo w sezonie - tym razem poległa ekipa Chicago Bulls 101:103. Gdy wszystko wydawało się być na dobrej drodze nastąpiła druga sroga seria porażek. 10 meczy bez zwycięstwa w tym porażka z sąsiadem w tabeli - Minnesotą Timberwolves na własnym parkiecie 99:103 pogrążyła klub na ostatniej pozycji w lidze. W sylwestra roku 2009 udało się jeszcze zwyciężyć NY Knicks, jednak nowy rok znowu rozpoczął prawdopodobnie kolejną sporą serię porażek. W 2010 roku są już 3 przegrane Nets: z Cleveland, Milwaukee i Atlantą. Kolejne spotkanie z New Orleans Hornets zapowiada się dla Nets niezwykle ciężko, bo drużyna ta kontynuuje serię 4 zwycięstw.
Na pokładzie Nets należy na pewno wyróżnić postać Brook Lopeza, który w tym sezonie jest jednym z najdłużej grających zawodników w meczach, a współczynnik punktów na mecz wynosi 18,4. Kolejny ważny gracz zespołu to Lee Courtney, który również jak Lopez gra prawie cały czas, a jego współczynnik PPG (points per game) wynosi 11,2. Oprócz wyżej wymieniony są jeszcze inni, dobrze rzucający i sporo grający zawodnicy: Yi Jianlian (PPG 16,5), Chris Douglas-Roberts (15,8) oraz kapitan zespołu Devin Harris (PPG 16,4). Mimo nie najgorszych wyników indywidualnych, Nets zajmują ostatnie miejsce w Eastern Conference, z 3 zwycięstwami i 32 porażkami. Współczynnik zespołu wynosi 0.086, dla porównania liderujący Boston ma 0.758, a przedostatnia Philadelphia 0.294.
Z drużyną wyraźnie dzieje się coś złego - nawet najgorsza drużyna Western Conference ma ponad dwukrotnie lepszy współczynnik w tabeli (Minnesota 0.194). Zespół potrzebuje pewnego punktu, który poprowadzi do zwycięstwa - na razie wszyscy są w miarę na wyrównanym poziomie i nie ma przodownika. Brak takiej osoby wyraźnie odbija się na formie ekipy, która musi poważnie przemyśleć dotychczasowe wyniki i w porę się obudzić, by nie zhańbić tak znanej marki w świecie NBA.
Kibice Nets zapewne wyliczają na palcach ręki, w ilu spotkaniach ich pupile będą mogli się jeszcze cieszyć w tym sezonie.
Skrót meczu przedsezonowego, NJ Nets 110:88 Philadelphia 76ers
Na pokładzie Nets należy na pewno wyróżnić postać Brook Lopeza, który w tym sezonie jest jednym z najdłużej grających zawodników w meczach, a współczynnik punktów na mecz wynosi 18,4. Kolejny ważny gracz zespołu to Lee Courtney, który również jak Lopez gra prawie cały czas, a jego współczynnik PPG (points per game) wynosi 11,2. Oprócz wyżej wymieniony są jeszcze inni, dobrze rzucający i sporo grający zawodnicy: Yi Jianlian (PPG 16,5), Chris Douglas-Roberts (15,8) oraz kapitan zespołu Devin Harris (PPG 16,4). Mimo nie najgorszych wyników indywidualnych, Nets zajmują ostatnie miejsce w Eastern Conference, z 3 zwycięstwami i 32 porażkami. Współczynnik zespołu wynosi 0.086, dla porównania liderujący Boston ma 0.758, a przedostatnia Philadelphia 0.294.
Z drużyną wyraźnie dzieje się coś złego - nawet najgorsza drużyna Western Conference ma ponad dwukrotnie lepszy współczynnik w tabeli (Minnesota 0.194). Zespół potrzebuje pewnego punktu, który poprowadzi do zwycięstwa - na razie wszyscy są w miarę na wyrównanym poziomie i nie ma przodownika. Brak takiej osoby wyraźnie odbija się na formie ekipy, która musi poważnie przemyśleć dotychczasowe wyniki i w porę się obudzić, by nie zhańbić tak znanej marki w świecie NBA.
Kibice Nets zapewne wyliczają na palcach ręki, w ilu spotkaniach ich pupile będą mogli się jeszcze cieszyć w tym sezonie.
Skrót meczu przedsezonowego, NJ Nets 110:88 Philadelphia 76ers
czwartek, 7 stycznia 2010
"Jedni z najstarszych..."
Stoke City to jeden z najstarszych zespołów piłkarskich na świecie, ma na karku prawie 150 lat, a w swojej historii sięgnął zaledwie po jedno wartościowe trofeum. Nie oznacza to jednak braku ciekawych wątków, historii związanych z klubem, a także barwnych postaci światowego futbolu. Klub został założony dokładnie w 1863 roku, a po jedyne trofeum w angielskiej piłce sięgnął w sezonie 1971/1972.
Droga w rozgrywkach pucharu ligi miała być krótka, jak zawsze. Z reguły klub żegnał się z rozgrywkami po dwóch, trzech spotkaniach. W tym sezonie Stoke udało się przetrwać w First Division (wtedy najwyższa klasa rozgrywkowa w Anglii), w ostatecznym rozrachunku zajmując 17 miejsce, z dorobkiem 35 punktów, w 42 spotkaniach. Nawet w zamysłach największych optymistów klub stać było co najwyżej na ćwierćfinały rozgrywek. The Potters (Garncarze) rozgrywki rozpoczęli od drugiej rundy - ze względu na występowanie w najlepszej lidze, w Anglii. Pierwszym przeciwnikiem okazała się drużyna Southport, a wyjazdowe spotkanie, które odbyło się 8 września nie należało do najłatwiejszych - mimo, iż drużyny dzieliła przepaść trzech lig. Goście zwyciężyli 1:2, co ciekawe, była to jedyna bramka Southport w historii, jaką zdobyła przeciwko Stoke. W trzeciej rundzie czekał już zespół drugoligowy - Oxford United, który w poprzedniej rundzie pokonał Milwall Londyn. W pierwszym spotkaniu oba zespoły zagrały wyrównane spotkanie - mecz zakończył się wynikiem 1:1 i wedle zasad pucharu ligi angielskiej należało zagrać drugie spotkanie - tym razem na Victoria Ground (na tym stadionie Stoke grało do 1997 roku). Potters pewnie zwyciężyło 2:0 ukazując swoją wyższość nad przeciwnikiem. Po losowaniu par czwartej rundy kibice Garncarzy utwierdzili się w przekonaniu - że to koniec przygody z pucharem, bowiem Potters trafili na Czerwone Diabły - Manchester United. Na stadionie Manchesteru padł wynik 1:1, co było w tym czasie ogromnym zaskoczeniem. Rewanż na Victoria Ground również nie wyłonił zwycięzcy (0:0). Trzecie już spotkanie między oboma zespołami przyniosło rozstrzygnięcia - ogromną niespodzianką było zwycięstwo Potters nad Red Devils 1:2. Wielu uważało, że to jednorazowy wypadek - udało się i już. W ćwierćfinale klub trafił na jedynego trzecioligowca na tym szczeblu rozgrywek - Bristol Rovers. Po ciekawym meczu Stoke wygrało 2:4, tym samym awansując do półfinału i wprowadzając swoich kibiców w ekstazę. Fachowcy nie spodziewali się, że Garncarze mimo gry w First Division mają szanse na takie osiągnięcia. Do półfinału awansowała już sama elita: Tottenham Hotspur, Chelsea Londyn, West Ham United i rodzynek: Stoke City. Zespół wylosował Młoty, a Koguty zagrały z The Blues. Pierwsze pojedynki zwyciężyła Chelsea (3:2) i West Ham (2:1) - okrzyknięci finalistami turnieju. Stoke zagrało jednak bardzo dobre spotkanie wyjazdowe, w którym udało się zwyciężyć 1:0. Chelsea utrzymała prowadzenie remisując w rewanżu 2:2 tym samym gwarantując sobie miejsce w finale. Do drugiego rozstrzygnięcia potrzebne było dodatkowe spotkanie - w tym jednak ku uciesze fanów Stoke padł remis 0:0 i kibice uwierzyli w możliwość awansu do finału. W czwartym już pojedynku Stoke w końcu udało się wygrać 3:2 dzięki czemu otworzyły się bramy do stadionu Wembley, na którym został rozegrany finał.
4 marca 1972 roku na spotkanie finałowe według obserwatorów zjawiło się nieco ponad 100,000 widzów. Ogromna trema, ciężki przeciwnik, małe doświadczenie, presja - wszystkie aspekty były przeciwko Stoke. Zawodnicy jednak wybiegli mocno zdyscyplinowani przez Tony Waddingtona. Koncentracja, skupienie i wszyscy zgromadzeni na stadionie usłyszeli gwizdek sędziego Normana Burtenshawa - prawdopodobnie jeden z ważniejszych w ich karierze piłkarskiej. W bramce Stoke stał reprezentant Anglii - Gordon Banks - jedna z bardziej barwnych postaci zespołu. W obronie Waddington desygnował Johna Marsha, Mike Pejica, Denisa Smitha i Alana Bloora. Przed czwórką defensorów zagrało czterech pomocników: Mike Bernard, Terry Conroy (jedyny zawodnik w pierwszym składzie, który nie był anglikiem... Terry pochodził z Irlandii), Jimmy Greenhoff oraz George Eastham. Z przodu dwójka napastników: John Ritchie, a także Peter Dobing. Do przerwy utrzymywał się wynik 0:0, a obaj managerowie postanowili wprowadzić do gry po jednym zawodniku. W ekipie Stoke, w miejsce Greenhoffa wszedł John Mahoney - Walijczyk. Napięcie było ogromne - obie drużyny miały swoje szanse na strzelenie gola. Nadszedł ten czas... wrzutka z autu, zamieszanie w polu karnym... Najbardziej cwanym okazał się Terry Conroy, który zachował się przytomnie w polu karnym i zdobył gola na 1:0. Stadion oszalał - kibice Stoke machali wszystkim, co było pod ręką w barwach Stoke. Nikt nie mógł uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Po kilku minutach radość kibiców Stoke ucichła, bo do bramki Gordona Banksa piłkę skierował Peter Osgood. Przy stanie 1:1 oba zespoły nie wiedziały, czy mają rzucić się do ataków, czy raczej bronić rezultatu. W końcówce jeden z ataków Stoke przyniósł jednak końcowe rozstrzygnięcie - gola na wagę pierwszego w historii tak poważnego trofeum zdobył George Eastham, a chwilę później wszyscy zgromadzeni fani w biało-czerwonych barwach mogli eksplodować z radości...
Piękna to była historia, ciekawa droga do finału (po trzech meczach z Manchesterem United i czterech z West Ham United). Na pewno jest co wspominać, czym się pochwalić. Dla smakoszy futbolu poniżej prezentuję część nagrania z tego spotkania - nie ma nigdzie całego video. Dodatkowo polecam ciekawe spotkanie z West Ham United (3:2), naprawdę warte oglądnięcia.
Stoke City 2:1 Chelsea Londyn (finał)
Stoke City 3:2 West Ham United (półfinał)
Droga w rozgrywkach pucharu ligi miała być krótka, jak zawsze. Z reguły klub żegnał się z rozgrywkami po dwóch, trzech spotkaniach. W tym sezonie Stoke udało się przetrwać w First Division (wtedy najwyższa klasa rozgrywkowa w Anglii), w ostatecznym rozrachunku zajmując 17 miejsce, z dorobkiem 35 punktów, w 42 spotkaniach. Nawet w zamysłach największych optymistów klub stać było co najwyżej na ćwierćfinały rozgrywek. The Potters (Garncarze) rozgrywki rozpoczęli od drugiej rundy - ze względu na występowanie w najlepszej lidze, w Anglii. Pierwszym przeciwnikiem okazała się drużyna Southport, a wyjazdowe spotkanie, które odbyło się 8 września nie należało do najłatwiejszych - mimo, iż drużyny dzieliła przepaść trzech lig. Goście zwyciężyli 1:2, co ciekawe, była to jedyna bramka Southport w historii, jaką zdobyła przeciwko Stoke. W trzeciej rundzie czekał już zespół drugoligowy - Oxford United, który w poprzedniej rundzie pokonał Milwall Londyn. W pierwszym spotkaniu oba zespoły zagrały wyrównane spotkanie - mecz zakończył się wynikiem 1:1 i wedle zasad pucharu ligi angielskiej należało zagrać drugie spotkanie - tym razem na Victoria Ground (na tym stadionie Stoke grało do 1997 roku). Potters pewnie zwyciężyło 2:0 ukazując swoją wyższość nad przeciwnikiem. Po losowaniu par czwartej rundy kibice Garncarzy utwierdzili się w przekonaniu - że to koniec przygody z pucharem, bowiem Potters trafili na Czerwone Diabły - Manchester United. Na stadionie Manchesteru padł wynik 1:1, co było w tym czasie ogromnym zaskoczeniem. Rewanż na Victoria Ground również nie wyłonił zwycięzcy (0:0). Trzecie już spotkanie między oboma zespołami przyniosło rozstrzygnięcia - ogromną niespodzianką było zwycięstwo Potters nad Red Devils 1:2. Wielu uważało, że to jednorazowy wypadek - udało się i już. W ćwierćfinale klub trafił na jedynego trzecioligowca na tym szczeblu rozgrywek - Bristol Rovers. Po ciekawym meczu Stoke wygrało 2:4, tym samym awansując do półfinału i wprowadzając swoich kibiców w ekstazę. Fachowcy nie spodziewali się, że Garncarze mimo gry w First Division mają szanse na takie osiągnięcia. Do półfinału awansowała już sama elita: Tottenham Hotspur, Chelsea Londyn, West Ham United i rodzynek: Stoke City. Zespół wylosował Młoty, a Koguty zagrały z The Blues. Pierwsze pojedynki zwyciężyła Chelsea (3:2) i West Ham (2:1) - okrzyknięci finalistami turnieju. Stoke zagrało jednak bardzo dobre spotkanie wyjazdowe, w którym udało się zwyciężyć 1:0. Chelsea utrzymała prowadzenie remisując w rewanżu 2:2 tym samym gwarantując sobie miejsce w finale. Do drugiego rozstrzygnięcia potrzebne było dodatkowe spotkanie - w tym jednak ku uciesze fanów Stoke padł remis 0:0 i kibice uwierzyli w możliwość awansu do finału. W czwartym już pojedynku Stoke w końcu udało się wygrać 3:2 dzięki czemu otworzyły się bramy do stadionu Wembley, na którym został rozegrany finał.
4 marca 1972 roku na spotkanie finałowe według obserwatorów zjawiło się nieco ponad 100,000 widzów. Ogromna trema, ciężki przeciwnik, małe doświadczenie, presja - wszystkie aspekty były przeciwko Stoke. Zawodnicy jednak wybiegli mocno zdyscyplinowani przez Tony Waddingtona. Koncentracja, skupienie i wszyscy zgromadzeni na stadionie usłyszeli gwizdek sędziego Normana Burtenshawa - prawdopodobnie jeden z ważniejszych w ich karierze piłkarskiej. W bramce Stoke stał reprezentant Anglii - Gordon Banks - jedna z bardziej barwnych postaci zespołu. W obronie Waddington desygnował Johna Marsha, Mike Pejica, Denisa Smitha i Alana Bloora. Przed czwórką defensorów zagrało czterech pomocników: Mike Bernard, Terry Conroy (jedyny zawodnik w pierwszym składzie, który nie był anglikiem... Terry pochodził z Irlandii), Jimmy Greenhoff oraz George Eastham. Z przodu dwójka napastników: John Ritchie, a także Peter Dobing. Do przerwy utrzymywał się wynik 0:0, a obaj managerowie postanowili wprowadzić do gry po jednym zawodniku. W ekipie Stoke, w miejsce Greenhoffa wszedł John Mahoney - Walijczyk. Napięcie było ogromne - obie drużyny miały swoje szanse na strzelenie gola. Nadszedł ten czas... wrzutka z autu, zamieszanie w polu karnym... Najbardziej cwanym okazał się Terry Conroy, który zachował się przytomnie w polu karnym i zdobył gola na 1:0. Stadion oszalał - kibice Stoke machali wszystkim, co było pod ręką w barwach Stoke. Nikt nie mógł uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Po kilku minutach radość kibiców Stoke ucichła, bo do bramki Gordona Banksa piłkę skierował Peter Osgood. Przy stanie 1:1 oba zespoły nie wiedziały, czy mają rzucić się do ataków, czy raczej bronić rezultatu. W końcówce jeden z ataków Stoke przyniósł jednak końcowe rozstrzygnięcie - gola na wagę pierwszego w historii tak poważnego trofeum zdobył George Eastham, a chwilę później wszyscy zgromadzeni fani w biało-czerwonych barwach mogli eksplodować z radości...
Piękna to była historia, ciekawa droga do finału (po trzech meczach z Manchesterem United i czterech z West Ham United). Na pewno jest co wspominać, czym się pochwalić. Dla smakoszy futbolu poniżej prezentuję część nagrania z tego spotkania - nie ma nigdzie całego video. Dodatkowo polecam ciekawe spotkanie z West Ham United (3:2), naprawdę warte oglądnięcia.
Stoke City 2:1 Chelsea Londyn (finał)
Stoke City 3:2 West Ham United (półfinał)
Pierwszy wpis!
Witam serdecznie na moim blogu. Głównym celem jego powstania jest wykazanie się w publicystyce, na blogu postaram się zamieszczać artykuły dopracowane na ostatni guzik. Tematem przewodnim każdej z prac będzie klub, sportowiec, bądź dyscyplina sportu.
Zapraszam wkrótce do czytania i komentowania, doradzania, krytykowania.
Pozdrawiam, Reo-Cooker.
Zapraszam wkrótce do czytania i komentowania, doradzania, krytykowania.
Pozdrawiam, Reo-Cooker.
Subskrybuj:
Posty (Atom)